Dzień pierwszy: Ystad – Varberg – Tjornbron – Tantum – Capri Naturreservat (ok. 580 km)

O 6.15 do portu w Ystad przypływa prom Mazovia. Chwilę później jego pasażerowie rozlewają się na szwedzkie drogi. Ja wybieram szosę „13”. Będę kierował się na północ. Przystanek robię na śniadanie w okolicach jeziora Ostra Ringsjon. Towarzyszą mi okoliczni jego mieszkańcy: gęsi, żurawie i bociany.

Klasyczny krajobraz Skanii
Letni wysyp różnorodnego ptactwa

Varberg – to miejsce ze szwedzkiej listy UNESCO. Mój kolejny, zaplanowany punkt.Varberg to zestaw sześciu, wielkich anten radiowych z początku XX wieku pozwalających na bezprzewodowe połączenie z Nowym Jorkiem. Można by rzec: ot taki prototyp telefonicznego połączenia komórkowego. Niebywała gratka dla radioelektroników, a przy okazji dowód jak różnorodne są obiekty na liście UNESCO.

Zestaw anten wraz z modernistycznym budynkiem radiostacji Varberg

Tjornbron to most na szwedzką wyspę Tjorn. Kilkadziesiąt lat temu wyglądał inaczej do czasu, kiedy zawadził o niego statek. Uderzenie było tak silne, że ówczesny most runął do morza. Katastrofa spowodowała śmierć ośmiu osób. Coś takiego widzi się raczej w filmach katastroficznych, a tu – taki przypadek. Odbudowany most jest konstrukcyjną gratką łącząca stały ląd z wyspą Tjorn i Orust. Orust jest największą szwedzką wyspą na Morzu Północnym.

Widok z wyspy Tjorn
Most Tjornbron. Konstrukcja z ciekawą historią

Tantum – mój drugi dziś punkt z list UNESCO. Ryty naskalne, których początki sięgają epoki brązu. Ówcześni ludzie, za pomocą prymitywnych narzędzi ryli na potęgę w gładkich skałach kolejne dzieła sztuki. Te powstawały na odkrytych, dobrze eksponowanych płytach skalnych. Ryli „opowieści” o tym czym żyli, a więc na rysunkach są postaci wojowników, łódki, koła, słońce, zwierzęta, sceny walki i inne motywy z życia codziennego. Świetnie to wygląda, bo jest dobrze wyeksponowane przez współczesnych za pomocą szwedzkiej farby. Łatwo się je zatem czyta, spacerując po łagodnych wzniesieniach, które kiedyś oblewało morze.

Szwedzka farba zdecydowanie upraszcza czytelność rytów
Sceny z życia wojowników. Co ciekawe, postaci są dość podobne do odległych o 1300 km rytów Val Camonica

Włoskie Ryty Val Camonica >>>>> 

Capri Naturreserwat i sąsiednia wioska Sallater, którą odwiedzam zupełnie przypadkiem poszukując miejsca na nocleg. Jest lato, chyba najlepsza pora dla Skandynawów. Powyciągali oni swoje łódki, uruchomili z zimowego snu małe domki i cieszą się ciepłem leniwie spędzając czas. Sallater to typowa „przystań nad zatoką” skąd widać szwedzką Alaskę. Podobno ten region to najbardziej nasłonecznione miejsce Szwecji. I dziś jest pięknie. W oddali majaczy Norwegia i powoli chylące się ku zachodowi słońce. Na ogromnej płycie skalnej Capri Naturreserwat rozsiadają się kolejne grupki wakacjuszy, by podziwiać spektakl kończącego się dnia. Słońce schowa się dziś w Morzu Północnym ok. 22.30 kończąc mój pierwszy, szwedzki dzień.

Leniwe, nadmorskie popołudnie nad zatoką
Koniec dnia na szwedzkim wybrzeżu
Ostatnie blaski zachodzącego słońca. Dzień kończy się tu ok. 22.15
Na horyzoncie Norwegia

Noc spędzę w aucie na pobliskim zielonym parkingu. Miejsce jest specjalnie przygotowane dla zmotoryzowanych podróżnych. Koszt: 40 SEK za dobę osobówka, 80 SEK kamper. Automat przyjmuje tylko drobne, ale jest też aplikacja. W sumie to oprócz mnie parkuje tak z dziesięć aut. Połowa to kampery, a reszta Vanlify* i osobówki.
*krótko o Vanlifach tutaj

Dzień drugi. Trasa: Capri – Oslo – Gol – Hemsedal –Auralandsvangen – punkt widokowy Stegastein – droga Bjorgavegen – Laerdalsoyri (ok. 500 km)

Jestem po raz pierwszy w Norwegii. Wg klasyfikacji UNESCO to mój 36 europejski kraj. Lecę malowniczą trasą 52 do Auralandsvangen. Stopniowo pnę się w Góry Skandynawskie. Patrzę jak zmienia się krajobraz. Od letniej zieleni po wczesnowiosenne szarości podkręcane szaroburą aurą. Znikają drzewa, pojawia się skąpa roślinność z dużą ilością jezior. Ze zboczy okolicznych gór spadają kaskady wody. Wreszcie dostrzegam niewielkie połacie śniegu. Jestem na wysokości ok. 1100 m n.p.m. Chłodno, tylko siedem stopni. Temperatura znów wzrasta gdy osiągam dolinę tuż przed Laerdalsoyri skąd 26 km tunelem przeciskam się do Auralandsvangen. Mam szczęście. Fiordem od strony Flam, po spokojnej tafli wody sunie piękny, pokaźnych rozmiarów wycieczkowiec Anthem of the Seas. Będzie mi towarzyszył do punktu widokowego Stegastein usytuowanego ok. 600 m nad lustrem wody. Wkrótce Anthem zniknie za cyplem fiordu, a ja ruszę dalej.

Pokaźnych rozmiarów wycieczkowce to częsty widok w fiordach. W zestawieniu z okolicą stają się niewielkie
Rowerem po Norwegii – czemu nie? Tylko dla twardzieli. Trzeba przygotować się na strome podjazdy i zmienną aurę
Kaskady wody, wodospady to częsty widok w Norwegii
Niewielkie stadko reniferów napotkane na trasie

Droga Bjorgavegen. To moja druga tego dnia górska trasa samochodowa. Taka z przełęczami, widokami na ponad półtora tysięczne szczyty. Momentami zacina deszczem, a potem się przejaśnia. Temperatura spada do 4 stopni, a mimo to spotykam rowerzystów i pierwsze (jak się później okaże jedyne) stadko reniferów. Piękna trasa osiągająca wysokość ok 1250 m n.p.m, kończąca się nad Laerdalsfjorden.

Droga wodna pośród fiordów
Punktu widokowy Stegastein usytuowany ok. 600 m nad lustrem wody
Tradycyjne domy pasterskie

Tu kończę swój drugi dzień ustawiając się w szeregu kamperów i podobnych tuż nad brzegiem fiordu. Kończy się dzień, a na dodatek zaczyna padać. Nie pozostaje nic innego jak odpocząć po tym niezwykłym dniu.

Dzień trzeci. Leardal – Urnes (przez Tindevegen) – Skjolden- Lom – Lillehammer – Oslo – Larkollen (650 km)

Po przyjemnym noclegu nad Laerdalsfjorden ruszam dalej do Ardalstangen. Fiordem sunie statek z zaopatrzeniem. Mamy bardzo podobne tempo lecz on zostanie w porcie na końcu Ardalsfjorden. Ja będę wspinał się do góry, trasą Tindevegen. Jej długość liczy ok. 32 km. Trasa wznosi się na przełęcz o wysokości 1300 m n.p.m. Tu stoi bramka gdzie należy uiścić opłatę w wysokości 90 NOK (tylko karta). Chwilę po przekroczeniu bramki z za chmur, po prawej stronie, wyłaniają się dwutysięczniki: to m.in. Skagastolstindane – 2405 m n.p.m. i Fanaraken – 2069 m n.p.m. Potem znowu lecę w dół, do trasy nr 55, by skręcić do Skjolden, skąd wąską drogą wzdłuż fiordu dojadę do Urnes.

Urnes. Kolejny wycieczkowiec w norweskim krajobrazie
Dwutysięczniki na trasie Tindevegen
Na trasie Tindevegen

Zastanawiam się jak się tu żyje, tak daleko od powszechnej cywilizacji. By wydostać się stąd trzeba pokonać trudną drogę liczącą parędziesiąt kilometrów. Trasa jest na jedno auto i z zatoczkami do częstych, wymuszonych mijanek. Zatem wyprawa do np. sklepu do niezła eskapada. Chyba, że płynie się łódką, fiordem. A może stąd nie trzeba się nigdzie ruszać? Bo i po co?

Norweska samotność z dala od cywilizacji

Ok. Jest Urnes, jest najstarszy kościół w Norwegii. Kolejne moje miejsce z listy UNESCO. Wchodzę do środka, by następnie skupić się na bryle kościółka z zewnątrz. Drewniana budowla jest pięknie wkomponowana w otoczenie: fiord, klif, niebo, zieleń, błękit. Świetna miejscówka. Zastanawiałem się przed wyjazdem jak to ująć i myślę, że tak to sobie wyobrażałem.

Cel mojej podróży: kościół klepkowy w Urnes
Kościół w Urnes pochodzi z XII wieku. Jest także pierwszym wpisem na liście UNESCO w Norwegii

Wygląda na to, że punk kulminacyjny osiągnąłem. Czas na powrót. Wszak mam na wyjazd cztery dni, a jestem w połowie trzeciego. Przede mną malownicza trasa Sognefjellsvegen. Ta licząca 110 km droga górska wspina się na wysokość 1434 m n.p.m. Podobno to najwyżej w Norwegii. Czym wyżej, tym tradycyjnie temperatura spada. W ogóle to na dole, przy fiordzie jest lato, a potem to już taka niby wiosna, następnie wczesna wiosna, potem późna jesień, a gdy spojrzy się na lodowiec to zima. W kilkadziesiąt minut przewracają się wszystkie pory roku. Raz pad, raz świeci słońce. Spoglądam w kierunku najwyższego szczytu Norwegii: Galdhopiggena i Parku Narodowego Jotunheimen.

Zmienność pór roku wraz z pokonywanymi wysokościami dostarcza dodatkowych atrakcji
Najwyższy punkt trasy w widokiem na najwyższe szczyty i okalające je lodowce
Szczeliny lodowca Fannaraki

A potem znowu w dół, do Lom. Wzdłuż jeziora Ottaelva, przez Lillehammer do Oslo. Na nocleg zatrzymuję się w okolicach Larkollen tuż nad Oslofjorden. W sosnowym lesie, nad samą wodą mam okazję na świeże ryby od lokalnych poławiaczy. A ja nie mam nawet soli, nie mówiąc o potrzebnym czasie na ich przyrządzenie. Może następnym razem. Dzień trzeci za mną.

Piękne serpentyny Gór Skandynawskich
Jezioro Ottaelva z wysoką falą i krystaliczną wodą

Czwarty dzień. Larkollen – Sodra Bjarekusten – Kullens Fyr – Malmo – Ystad (680 km)

6.30 poranek. Morze Północne spokojne, woda cudowna. Koniecznie trzeba się zanurzyć, aby wejść dobrze w kolejny, skandynawski dzień. Kąpielą żegnam się z Norwegią.

Norweskie wybrzeże okolic Oslofjorden

Pierwszy przystanek robię w szwedzkim Sodra Bjarekusten. Jest po intensywnym, krótkim deszczu. Wiatrem osmagane, skalisto- trawiaste wybrzeże z dużą, morską falą i bunkrami. Dodatkową atrakcją są stada kormoranów i bernikli kanadyjskich, kilku przybrzeżnych krzykaczy pilnujących gniazd oraz czapla i.. zając. W pobliżu jeden vanlajf z Niderlandów i jeden dom. Idyllicznie!

Szwedzkie, środkowe wybrzeże Morza Północnego
Bernikle kanadyjskie
Całe wybrzeże dla mnie i…. ukrytych mieszkańców

Kilkadziesiąt kilometrów dalej znajduje się skalisty cypel z latarnią morską. To Kullens, raczej dość popularny punkt odwiedzin. Widać z niego duński zamek Hamleta – Kronborg strzegący cieśniny Sund oraz licznie przepływające statki. Robię tu mini trekking.

Skalisty cypel Kulens
Widok z półwyspu Kulens na duńskie wybrzeże

Malmo, most nad Oresund. To idealne miejsce, by zakończyć tę wycieczkę. Cztery dni i kilka tysięcy kilometrów za mną. Tego widoku brakowało mi do zestawienia bo: Oresund oglądałem z góry, pod mostem przepływałem dwukrotnie, parzyłem na niego z Kopenhagi, a dziś spoglądam z Malmo. Czas powoli zmierzać do portu w Ystad skąd nocnym promem Cracovia wrócę na Pomorze Zachodnie.

Cieśnina Oresund, zakończenie skandynawskiego wypadu

Prom Cracovia. Odpływa o 22.45. Mam czas by na spokojnie zerknąć na mapę mojej eskapady. Wygląda całkiem przyzwoicie. Klasyczna dzida w górę i w dół. Maksimum doznać w minimum czasie. To lubię!

Polecam, Sebastian Mierzwa 2022

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here