Pięć miejsc z listy UNESCO do których prawdopodobnie nie pojadę, bo… braknie mi czasu. Opisy wypraw, tak na wszelki wypadek, z drobnymi subiektywnymi i żartobliwymi uwagami
Obiekt nr 1. Francuskie ziemie i morza Australii
Z Wyspy Kerguelena do Australii jest jakieś…. lekko ponad 4000 km. Do Afryki też prawie 4000 km. Gdyby może wyprawić się z pobliskiej Antarktydy to jest nieco bliżej, bo to niewiele, jakieś 2000 km. Ponieważ to terytoria francuskie chyba najprościej będzie dostać się na wyspy z Reunionu. To tylko około 3350 km. Proste? – no a jakże!
Ten odległy archipelag składa się z:
• Grupy wysp Crozeta – wulkaniczne wyspy z wielkimi koloniami ptaków morskich;
• Wyspy Kerguelen – duży archipelag nazywany „wyspami deszczu i wiatru”;
• Wyspy Saint-Paul i Amsterdam – samotne wulkany na oceanie o unikalnej florze i faunie.
Brzmi świetnie, ale jednak cholernie daleko!
Zatem póki co wygląda na to, że ominie mnie:
„Oaza pośrodku Oceanu Południowego (Arktycznego) zajmująca powierzchnię ponad 166 milionów hektarów będąca siedliskiem jednej z największych koncentracji ptaków i ssaków morskich na świecie. W szczególności znajduje się tu największa na świecie populacja pingwinów królewskich i albatrosów żółtonosych. Oddalenie tych wysp od ośrodków działalności człowieka sprawia, że są one niezwykle dobrze zachowanymi przykładami ewolucji biologicznej i unikalnym terenem badań naukowych”
Ale hola, hola… byłaby szansa, bo jak podaje strona:
https://taaf.fr/actualite/lancement-de-lappel-a-projets-creation-artistique-a-bord-du-marion-dufresne/
„Administracja Francuskich Terytoriów Południowych i Antarktycznych (TAAF), we współpracy z Regionalną Dyrekcją ds. Kultury Reunion (część Ministerstwa Kultury), ogłasza nowy nabór projektów zatytułowany „Twórczość artystyczna na pokładzie statku Marion Dufresne ”. Inicjatywa ta umożliwi artystom odbycie rezydencji artystycznej na pokładzie statku w samym sercu Francuskich Terytoriów Południowych”
„Rezydencja artystyczna umożliwi artyście wejście na pokład statku Marion Dufresne podczas rotacji logistycznej na archipelagi Crozet , Kerguelen , Saint-Paul i Amsterdam , a także na wyspę Tromelin . Przez prawie miesiąc, od marca do kwietnia 2027 roku, artysta będzie dzielić codzienne życie załóg, naukowców i personelu Francuskich Terytoriów Południowych i Antarktycznych (TAAF), w jednym z najbardziej odizolowanych i dziewiczych miejsc na świecie”
Niestety, mam pecha bo nie mieszkam we Francji (to jedno z kryteriów), i nie mówię po francusku (kolejna drobna przeszkoda) oraz nie posiadam kilku wymaganych świstków, stojących mi wyraźnie na przeszkodzie do wzięcia udziału w tej niesamowitej wyprawie:
„…co najmniej dwóch z następujących dokumentów, wystawione nie wcześniej niż trzy lata temu: francuskie zawiadomienie o podatku dochodowym od artystów, certyfikat powiązania lub oświadczenie o prawach od organizacji zbiorowego zarządzania (ADAGP, SAIF, SCAM, SOFIA…), aktywny numer SIRET z kodem APE dla artystów, umowa wydawnicza lub umowa o cesji praw o strukturze francuskiej, certyfikat od Urssaf Limousin”
Ech ta biurokracja! Szkoda, bo zapowiadałaby się niezła przygoda dodatkowo wsparta sporym grantem. W moim przypadku zakończyłaby się piękną wystawą fotograficzną, przynajmniej na wyspie Reunion (taki wymóg). A i artystycznego towarzystwa też szkoda, bo zapowiada się inspirująco i niezwykle twórczo!
Dobra, a gdyby wybrać się tam na własną rękę?
Dostanie się na „Francuskie ziemie i morza Australii” to jedno z największych wyzwań logistycznych na świecie. Ponieważ na wyspach nie ma żadnych lotnisk ani infrastruktury turystycznej, jedyną drogą dotarcia jest podróż drogą morską np. w wariancie:
Rejs statkiem zaopatrzeniowym „Marion Dufresne II”
To oficjalny, francuski statek badawczo-zaopatrzeniowy, który regularnie kursuje z misją zaopatrzenia baz naukowych.
• Skąd rusza: Port na wyspie Reunion (francuskie terytorium zamorskie na wschód od Madagaskaru).
• Częstotliwość: Około 4 razy w roku.
• Miejsca dla turystów: Statek zabiera naukowców, ale na każdy rejs udostępnia się zaledwie około 12 miejsc dla cywilów.
• Czas trwania: Cała wyprawa (pętla Reunion -> Crozet -> Kerguelen -> Amsterdam -> Reunion) trwa około 30 dni.
• Koszt: To ogromny wydatek – ceny za miejsce w kabinie wahają się w granicach od ok. 8 300 € do ponad 16 000 €. Rezerwacji trzeba dokonywać z wielomiesięcznym wyprzedzeniem bezpośrednio przez oficjalną stronę TAAF (Terres australes et antarctiques françaises)
Jak wygląda logistyka krok po kroku? (Na wszelki wypadek rozpiszę sobie plan gdybym jednak znalazł czas)
• Dolot na Reunion: Muszę najpierw dolecieć na lotnisko w Saint-Denis (RUN) na Reunionie (zazwyczaj z przesiadką w Paryżu – to już kilkakrotnie ćwiczyłem).
• Kwarantanna i pozwolenia: Przed wejściem na pokład muszę przejść badania medyczne oraz ścisłą kontrolę biologiczną. Ubrania i buty są czyszczone, aby nie przewieźć na wyspy obcych gatunków roślin ani bakterii. (Poradzę sobie, potrafię wyczyścić sobie buty).
• Życie na statku: Czeka mnie kilkanaście dni na wzburzonym Oceanie Indyjskim („Ryczące Czterdziestki”). Na miejscu transport z pokładu statku do baz naukowych na wyspach często odbywa się śmigłowcem, ze względu na brak portów. (Do życia na statku przyzwyczaiłem się, mam za sobą siedem podróży wycieczkowcami. Fakt, że zwykle w tzw. dni na morzu niezwykle się nudzę, no ale cóż – w tym przypadku zepnę się w sobie i dam radę. Będę robił notatki i obrabiał zdjęcia)
Generalnie, nie taki diabeł straszny jak go malują. Hipotetycznie bardzo proste? – no to zapisuję ten plan na wypad! Na wszelki wypadek, gdyby jednak się coś zmieniło z tym moim… brakiem czasu.
Obiekt nr 2. Naturalny system rezerwatu wyspy Wrangla
Do Alaski stąd tylko ponad 500 km, do Czukotki jakieś 250 km. I tylko 750 km do Cieśniny Beringa. To najdalej wysunięty na północ obiekt z listy UNESCO.
Archipelag składa się z położonego znacznie powyżej koła podbiegunowego, miejsca obejmującego górzystą Wyspę Wrangla (7608 km2) i Wyspę Heralda (11 km2 ) oraz otaczające je lodowate wody Oceanu Arktycznego.
Brzmi świetnie! – Ale jednak to też cholernie daleko. Jednak po wypadzie na Francuskie ziemie i morza Australii nic mi nie jest straszne i dalekie.
Zatem póki co, prawdopodobnie ominie mnie:
„Wyspa Wrangla nie była zlodowacona podczas czwartorzędowej epoki lodowcowej, co skutkowało wyjątkowo wysokim poziomem bioróżnorodności w tym regionie. Wyspa szczyci się największą na świecie populacją morsów pacyficznych i najwyższym zagęszczeniem nor przodków niedźwiedzi polarnych. Jest głównym żerowiskiem dla wieloryba szarego migrującego z Meksyku i najbardziej wysuniętym na północ miejscem lęgowym dla 100 gatunków ptaków wędrownych, z których wiele jest zagrożonych. Obecnie na wyspie zidentyfikowano 417 gatunków i podgatunków roślin naczyniowych, dwa razy więcej niż na jakimkolwiek innym terytorium tundry arktycznej o porównywalnej wielkości i więcej niż na jakiejkolwiek innej wyspie arktycznej. Niektóre gatunki są pochodnymi szeroko rozpowszechnionych form kontynentalnych, inne są wynikiem niedawnej hybrydyzacji, a 23 są endemiczne”
Dobra, a gdyby jednak spróbować się tam wybrać (opcja gdybym jednak miał czas), bo zaintrygowały mnie te nory przodków niedźwiedzi polarnych…
Wyspa Wrangla (ros. Остров Врангеля) na Oceanie Arktycznym to jedno z najbardziej niedostępnych i najsurowszych miejsc na Ziemi. Dotarcie tam jest skrajnie trudne ze względów logistycznych, finansowych oraz politycznych.
Jedynym legalnym sposobem na postawienie stopy na wyspie jest udział w zorganizowanej ekspedycji arktycznej na pokładzie lodołamacza lub statku ekspedycyjnego.
Krok 1: Wyprawa polarna (Jedyna droga)
Ponieważ wyspa jest surowym rezerwatem przyrody UNESCO, nie można dopłynąć tam prywatnym jachtem ani dolecieć na własną rękę.
• Operatorzy: Specjalistyczne firmy z segmentu cruise expedition (takie jak nowozelandzkie Heritage Expeditions czy rosyjskie firmy czarterujące statki polarne) organizują rejsy w ten region.
• Sezon: Rejsy odbywają się wyłącznie podczas arktycznego lata – w sierpniu i wrześniu, kiedy lód wokół wyspy topnieje na tyle, by statki mogły się przedrzeć.
• Czas trwania: Cała ekspedycja arktyczna trwa zazwyczaj od 14 do 28 dni.
• Koszty: To wyprawa ekstremalnie droga. Ceny zaczynają się od ok. 10 000 – 15 000 USD za miejsce w najprostszej kabinie, a luksusowe opcje na lodołamaczach potrafią kosztować znacznie więcej.
Krok 2: Punkt startowy i logistyka
Tradycyjna trasa na Wyspę Wrangla wygląda następująco:
1. Dolot do Anadyru: Portem początkowym dla większości wypraw jest Anadyr – stolica Czukotki (najdalej wysuniętego na wschód regionu Rosji). Dolatuje się tam najczęściej z Moskwy.
2. Rejs przez Morze Czukockie: Statek rusza z Anadyru, mija Półwysep Czukocki, Cieśninę Beringa i kieruje się na północ ku Wyspie Wrangla.
3. Zejście na ląd: Na samej wyspie nie ma infrastruktury. Transport z pokładu statku na brzeg odbywa się za pomocą pontonów Zodiac lub – w trudniejszych warunkach lodowych – śmigłowców pokładowych.
Jak widać z powyższego tylko trzy kroki dzielą mnie od wyprawy. Ale jak się okazuje są jeszcze dodatkowe przeszkody:
Główne bariery i ograniczenia (Stan na 2026 rok)
• Zgody i biurokracja: Wyspa Wrangla to rezerwat ścisły, na który wejście wymaga specjalnego zezwolenia (przepustki) wydawanego przez rosyjskie władze ochrony przyrody. Ponadto cała Czukotka to strefa przygraniczna – obcokrajowcy potrzebują specjalnego zezwolenia na wjazd (Border Zone Permit), którego wyrobienie trwa tygodniami. (Poczekam, na Białoruś też potrzebowałem i dostałem)
• Sytuacja geopolityczna: Ze względu na napięcia polityczne i sankcje, dostępność międzynarodowych rejsów ekspedycyjnych startujących z Rosji lub wpływających na jej wody terytorialne jest drastycznie ograniczona lub zawieszona przez zachodnich operatorów. Większość ruchu obsługują obecnie podmioty rosyjskie lub wyspecjalizowani operatorzy azjatyccy.
• Pogoda: Nawet jeśli opłacisz wyprawę i uzyskasz zgody, gęsta mgła, sztormy lub zbyt gruba pokrywa lodowa mogą uniemożliwić kapitanowi bezpieczne podejście do wyspy.
Ok. Zapisuję plan na wszelki wypadek. Wszystko może się zmienić, nawet ta sytuacja geopolityczna, a z pogodą to różnie bywa. Zwykle kiedyś wychodzi słońce…
Obiekt nr 3. Wyspy Gough i Niedostępna (Inaccessible)
Już sama nazwa bardzo mi się podoba, szczególnie ten drugi człon brzmi niezwykle zachęcająco. No to co my tu mamy?
Gough (ang. Gough Island, port. Gonçalo Alvares) – wulkaniczna wyspa na południu Oceanu Atlantyckiego, której najwyższy szczyt (Edinburgh) sięga 910 m n.p.m. Znajduje się około 350 kilometrów na południowy wschód od brytyjskich wysp Tristan da Cunha, 2700 km od Kapsztadu i ponad 3200 km od najbliższego lądu Ameryki Południowej. Całkowicie niezamieszkane przez ludzi (z wyjątkiem stacji naukowej na Gough)¬¬. Wyspy są wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO jako unikalny ekosystem subantarktyczny.
Co mnie prawdopodobnie ominie?
„To miejsce, położone na południowym Atlantyku, jest jednym z najmniej naruszonych ekosystemów wyspiarskich i morskich w chłodnej strefie umiarkowanej. Spektakularne klify wysp Gough i Inaccessible, górujące nad oceanem, są wolne od introdukowanych ssaków i stanowią siedlisko jednej z największych na świecie kolonii ptaków morskich. Wyspa Gough jest domem dla dwóch endemicznych gatunków ptaków lądowych, kurki i rusałki gough, a także dla 12 endemicznych gatunków roślin, podczas gdy wyspa Inaccessible może poszczycić się dwoma ptakami, ośmioma roślinami i co najmniej 10 bezkręgowcami endemicznymi dla wyspy”.
Widziałem (na mapie) większe odległości. Kto był na Wyspie Wrangla ten wie. A takie opisy jak ten powyżej brzmią jednak zachęcająco, bo szczególnie żal mi tej kurki i rusałki gough której pewnie nie zobaczę bo…
Nie ma możliwości bezpośredniego dotarcia turystycznego na wyspy Gough i Niedostępną. Obie wyspy są rezerwatami przyrody o najwyższym stopniu ochrony, a lądowanie na nich wymaga oficjalnego pozwolenia od rządu Tristan da Cunha.
Jedynym sposobem, aby zobaczyć te rejony (głównie z pokładu statku), jest wyprawa na pobliską, zamieszkaną wyspę Tristan da Cunha, która zarządza tym terytorium.
Czyli jednak jest jakaś możliwość, te „zamknięte drzwi” mają jednak szparę… biorę się do roboty!
Jak zorganizować podróż w ten rejon?
• Punkt startowy: Kapsztad w Republice Południowej Afryki (RPA);
• Środek transportu: Wyłącznie statki oceaniczne. Na żadnej z wysp nie ma lotniska;
• Czas rejsu: Około 5 do 7 dni w jedną stronę przez niespokojne wody południowego Atlantyku;
• Dostępne statki: Rządowy statek SA Agulhas II lub kutry rybackie (np. MFV Edinburgh), które kursują z Kapsztadu zaledwie kilka razy w roku;
• Wymogi formalne: Muszę uzyskać pisemną zgodę Rady Wyspy Tristan da Cunha przed rezerwacją biletu oraz przedstawić ważne ubezpieczenie medyczne obejmujące ewakuację morską. (Po oczekiwaniu na rosyjską zgodę do odwiedzin wyspy Wrangla, ta zgoda to pikuś!)
No dobra, powiedzmy, że mam już te wymogi formalne… Czy da się jednak zobaczyć same wyspy Gough i Niedostępną?
• Wyspa Niedostępna: Niektóre rejsy wycieczkowe lub statki logistyczne zatrzymują się w jej pobliżu. Jeśli pogoda pozwala, organizowane są opłynięcia Zodiakami, ale wejście na brzeg bez zgody naukowej jest zabronione.
• Wyspa Gough: Leży prawie 400 km dalej na południe. Docierają tam niemal wyłącznie statki zaopatrzeniowe dla południowoafrykańskiej stacji meteorologicznej (raz w roku) oraz rzadkie ekspedycje badawcze.
Czyli pozostaje dobry teleobiektyw, pogoda, kanapki i… dobry humor. A i jeszcze coś…
Porozmawiajmy o pieniądzach. Ile to kosztuje?
Opcja niskobudżetowa (Statki towarowo-rybackie / rządowe)
To statki takie jak MFV Edinburgh lub polarny SA Agulhas II. Płyną tam w celach logistycznych i zabierają maksymalnie 12 pasażerów komercyjnych (turysta ma najniższy priorytet rezerwacji – brzmi jak pobyt Leonardo di Caprio na Titanicu. Tym się nie przejmuję zbytnio, wszak na niskobudżetowych pokładach zawsze są najlepsze imprezy).
• Bilet na statek (w dwie strony): ok. 1000 USD do 1200 USD za osobę.
• Opłata klimatyczna/portowa: ok. 30 GBP. (no to zachwiało moim morale, chcecie mnie za wszelką cenę zniechęcić?)
• Haczyk: Statki rybackie spędzają na wodach wokół wysp (w tym Gough i Niedostępnej) od 1 do 2 miesięcy na połowach, zanim wrócą do Kapsztadu. Musisz opłacić zakwaterowanie i wyżywienie u lokalnej rodziny na Tristan da Cunha na cały ten czas, co generuje spore koszty dzienne. (Sprawdzić opcję kemping lub spanie na dziko)
Nie taki diabeł straszny jak go malują. Ja to już nawet widzę ten swój pobyt na tej wyspie!
Obiekt nr 4. Wyspa Macquarie
Gdzie to u licha jest? – pytaj diabła…. tasmańskiego i kieruj się na południowy wschód!
Macquarie – wyspa położona na południowych krańcach Oceanu Spokojnego, administracyjnie wchodząca w skład australijskiego stanu Tasmania. Znajduje się w odległości ok. 1450 km na południe od Australii i ok. 1500 na północ od Antarktydy, zaliczana jest do wysp subantarktycznych.
Co mnie teoretycznie ominie?
„Wyspa Macquarie (34 km długości i 5 km szerokości) to wyspa oceaniczna na Oceanie Południowym, położona 1500 km na południowy wschód od Tasmanii, mniej więcej w połowie drogi między Australią a kontynentem Antarktydy. Wyspa stanowi odsłonięty grzbiet podmorskiego Grzbietu Macquarie, wznoszącego się do obecnej pozycji, gdzie płyta tektoniczna indoaustralijska styka się z płytą pacyficzną. Jest to miejsce o dużym znaczeniu dla geokonserwacji, jako jedyne na Ziemi, gdzie skały z płaszcza ziemskiego (6 km pod dnem oceanu) są aktywnie odsłaniane ponad poziom morza. Te unikalne odsłonięcia obejmują doskonałe przykłady bazaltów poduszkowych i innych skał wylewnych”.
Dzika przyroda
Wyspa jest domem dla potężnych kolonii zwierząt:
• Pingwiny: Gniazdują tu miliony pingwinów, w tym endemiczne pingwiny ze złotymi czubami (skoczki królewskie) oraz potężne pingwiny królewskie;
• Foki i słonie morskie: Plaże wyspy są kluczowym miejscem rozrodu dla tysięcy słoni morskich oraz różnych gatunków uchatek;
• Ptactwo: Wyspę zamieszkuje około 3,5 miliona ptaków morskich, głównie albatrosy i petrele.
Obecność człowieka
Na wyspie nie ma stałych mieszkańców. Od 1948 roku działa tu całoroczna Australijska Stacja Polarna (Macquarie Island Station), zarządzana przez Australian Antarctic Division, w której rotacyjnie przebywa od kilkunastu do kilkudziesięciu naukowców i personelu technicznego. A więc jednak jest jakiś punkt zaczepienia….personel techniczny!
No to przejdźmy do konkretów. Jak się tam dostać?
Na Wyspę Macquarie nie ma lotów komercyjnych, dróg ani regularnych promów – jedynym sposobem, aby się tam dostać, jest udział w zorganizowanym rejsie ekspedycyjnym (ekspedycji polarnej) na małym statku wycieczkowym ze wzmocnionym kadłubem. Z racji ekstremalnych warunków pogodowych panujących na Oceanie Południowym, podróż wymaga starannego zaplanowania logistycznego.
Ok. Bierzmy się do pracy. Skąd i jak odpływają statki?
• Miejsca startowe: Rejsy na Wyspę Macquarie wyruszają najczęściej z portu Hobart na Tasmanii (Australia) lub z portów na południu Nowej Zelandii, takich jak Dunedin lub Bluff (Invercargill).
• Czas podróży: Samo dopłynięcie na wyspę z Australii lub Nowej Zelandii zajmuje około 3 do 4 dni ciągłej żeglugi w jedną stronę przez niesławne, bardzo wietrzne szerokości geograficzne (tzw. „wyjące pięćdziesiątki” – „ryczące czterdziestki” mam już za sobą po rejsie pętla Reunion -> Crozet -> Kerguelen).
Dobra, porozmawiajmy o budżecie
Podróż na Wyspę Macquarie to jedna z najdroższych wypraw turystycznych na świecie. Koszt samego rejsu ekspedycyjnego wynosi od około 10 500 USD do nawet ponad 58 000 USD za osobę (w przeliczeniu w granicach 42 000 PLN – 230 000 PLN), w zależności od długości trasy i standardu kabiny.
Poniżej znajduje się zestawienie kosztów dla poszczególnych rodzajów wypraw:
Krótsze rejsy subantarktyczne (12–17 dni)
Te trasy skupiają się wyłącznie na subantarktycznych wyspach Nowej Zelandii i Australii (w tym na Wyspie Macquarie).
• Najtańsze miejsca (łóżko w kabinie 3-osobowej ze współdzieloną łazienką/bulajem): ok. 10 500 – 11 500 USD (ok. 42 000 – 46 000 PLN).
• Kabiny standardowe (dwuosobowe z oknem, np. na statkach Heritage Expeditions lub Chimu Adventures): ok. 12 500 – 15 000 USD (ok. 50 000 – 60 000 PLN).
• Apartamenty luksusowe (klasa Suite): ok. 21 000 – 37 000 USD (ok. 84 000 – 150 000 PLN).
To może autostopem a raczej „statkostopem”? Mam duże doświadczenie. Czy bywają tam jacyś Polacy?
Tak, na Wyspie Macquarie bywają Polacy, choć ze względu na jej ekstremalne położenie i ścisłą ochronę były to wizyty wyłącznie o charakterze żeglarskim, turystycznym lub naukowym.
Najważniejszy, udokumentowane polski ślad związane z tą wyspą to wyprawa załogi jachtu Katharsis II. Ta pierwsza oficjalna i szeroko opisana wizyta większej grupy Polaków na wyspie miała miejsce w styczniu 2015 roku. Polski jacht oceaniczny, dowodzony przez kapitana Mariusza Kopra, zawinął do brzegów Wyspy Macquarie podczas swojej wyprawy na trasie z Perth do Hobart. – A jednak bywają szanse!
• Załoga uzyskała oficjalne pozwolenia od australijskich strażników parku z Tasmania Parks and Wildlife Service;
• Polacy zeszli na ląd w dwóch dozwolonych dla turystów miejscach: Sandy Bay oraz w okolicach bazy naukowej przy Buckles Bay;
• Opisywali to wydarzenie jako niesamowite przeżycie, podczas którego spacerowali wśród tysięcy pingwinów królewskich i słoni morskich pod okiem lokalnego przewodnika.
No i genialnie, czekać, czekać, czekać. Cierpliwość może okazać się kluczem do tej wizyty i zdobycia dokumentacji.
A zupełnie na marginesie… to fajna historia z udziałem krajan. Słynny list w butelce znaleziony w 2019 roku to ich sprawka!
Z wyspą wiąże się też niezwykła, głośna w mediach historia. W listopadzie 2019 roku australijscy strażnicy przyrody patrolujący plażę na Wyspie Macquarie znaleźli tajemniczy list w butelce. Aby go otworzyć bez niszczenia papieru, musieli zamrozić butelkę i wyciągnąć korek specjalną metodą.
• Po odczytaniu okazało się, że autorem listu jest Polak.
• List został wrzucony do oceanu cztery lata wcześniej (w 2015 roku) ze statku płynącego po Oceanie Południowym. Przetrwał sztormy i dryfował tysiące kilometrów, zanim fale wyrzuciły go na tę bezludną wyspę.
No nie śmiecimy Panowie, nie śmiecimy! Ciekawe czy po tym wszystkim butelka trafiła ….do butelkomatu i czy udało się odzyskać kaucję?
Obiekt nr 5. Wyspa Surtsey. Marzenia na wyciągnięcie ręki.
Surtsey (z isl. „wyspa Surtra”) – wyspa wulkaniczna położona około 32 km od południowego wybrzeża Islandii jednocześnie ze względu na położenie geograficzne (63°18′00″N 20°36′00″W) najdalej na południe wysunięta część tego kraju. Powstała na skutek podmorskiej erupcji wulkanicznej, która rozpoczęła się na głębokości 130 metrów i wyłoniła się na powierzchnię 14 listopada 1963. Erupcja mogła rozpocząć się kilka dni wcześniej, a zakończyła się 5 czerwca 1967, kiedy to wyspa osiągnęła największą powierzchnię – 2,7 km². Od tego czasu wpływy fal i wiatru powodują erozję i stałe zmniejszanie się powierzchni wyspy (w 2002 pozostało 1,4 km² powierzchni
Co mnie ominęło (póki co)?
„Surtsey jest wyjątkowa, bo jest chroniona od momentu narodzin, zapewniając światu dziewicze, naturalne laboratorium. Wolna od ingerencji człowieka, wyspa dostarcza unikalnych, długoterminowych informacji na temat procesu kolonizacji nowych lądów przez rośliny i zwierzęta. Od rozpoczęcia badań wyspy w 1964 roku naukowcy obserwowali przybycie nasion niesionych przez prądy oceaniczne, pojawienie się pleśni, bakterii i grzybów, a następnie w 1965 roku pierwszą roślinę naczyniową, której pod koniec pierwszej dekady było 10 gatunków. Do 2004 roku było ich 60, wraz z 75 mchami, 71 porostami i 24 grzybami. Na Surtsey odnotowano osiemdziesiąt dziewięć gatunków ptaków, z których 57 gniazduje w innych częściach Islandii. Na wyspie o powierzchni 141 ha żyje 335 gatunków bezkręgowców”.
Obecność człowieka na wyspie Surtsey jest ściśle zakazana i ograniczona wyłącznie do nielicznych, autoryzowanych wypraw naukowych. Islandzki rząd objął ten obszar absolutną ochroną rezerwatową natychmiast po jego powstaniu w wyniku erupcji wulkanicznej w 1963 roku.
Ok. Ale widzę, że bywają tam naukowcy. Jakie są zasady obecności człowieka na Surtsey?
• Całkowity zakaz turystyki: Osoby postronne, turyści i ciekawscy mają bezwzględny zakaz wstępu na wyspę oraz cumowania w jej pobliżu. (A to zrozumiała sprawa)
• Jedna ekspedycja rocznie: Naukowcy (głównie biolodzy i geolodzy) odwiedzają wyspę zazwyczaj tylko raz w roku na krótki czas, aby pobrać próbki i spisać nowe gatunki. (cholernie wąskie gardło)
• Rygorystyczna dekontaminacja: Każdy badacz przed postawieniem stopy na Surtsey musi przejść procedurę oczyszczania, aby przypadkowo nie przynieść ubrań czy butów zanieczyszczonych obcymi nasionami lub mikroorganizmami. (Znam to z innych wysp).
• Minimalistyczna stacja: Na wyspie stoi jedyna mała chata badawcza, służąca naukowcom jako schronienie podczas kilkudniowych pobytów. Wszystkie odpady ludzkie muszą zostać z niej bezwzględnie wywiezione. (No i to jest konkret!)
Obecność człowieka na wyspie Surtsey jest ściśle zakazana i ograniczona wyłącznie do nielicznych, autoryzowanych wypraw naukowych. Islandzki rząd objął ten obszar absolutną ochroną rezerwatową natychmiast po jego powstaniu w wyniku erupcji wulkanicznej w 1963 roku. Celem tych restrykcji jest umożliwienie naukowcom obserwowania tzw. sukcesji pierwotnej, czyli procesu, w którym życie kolonizuje całkowicie nowy ląd w sposób w 100% naturalny, bez jakiejkolwiek ingerencji ludzkiej.
Człowiek, nawet naukowiec to jednak przekorne stworzenie. Słynne incydenty z udziałem ludzi:
Mimo ostrożności, w historii Surtsey doszło do kilku incydentów, które pokazały, jak łatwo człowiek może zaburzyć naturalny ekosystem:
Pomidorowa historia: W latach 60. jeden z naukowców złamał protokół sanitarny i wypróżnił się na polu lawowym. Jakiś czas później na wyspie wyrosła niespodziewanie… sadzonka pomidora. Gdy tylko badacze zorientowali się, co jest źródłem tej anomalii, roślina została natychmiast wyrwana i zniszczona. (Dobrze, że nie była to pomidorowa z makaronem, bo po wyspie biegałyby być może kurczaki)
Nielegalne uprawy ziemniaków: Grupa chłopców z pobliskiego archipelagu Vestmannaeyjar opłynęła wyspę i potajemnie zasadziła tam ziemniaki. One również zostały szybko usunięte przez czujnych biologów. (No, no, no! – Łobuziaki z sąsiedniej wyspy)
Dobra, a jak się tam dostać?
Dostanie się bezpośrednio na wyspę Surtsey jest dla zwykłego śmiertelnika niemożliwe, ponieważ wstęp na jej teren jest prawnie zabroniony. Istnieją jednak sposoby, aby legalnie zobaczyć tę wyjątkową wyspę z odległości.
1. Loty widokowe, podobno najlepsza opcja
Najpopularniejszym sposobem na zobaczenie Surtsey jest rejs samolotem turystycznym. Samoloty startują zazwyczaj z Reykjavíku lub z lotniska na pobliskiej wyspie Heimaey (archipelag Vestmannaeyjar). Podczas lotu pilot okrąża wulkaniczny stożek, co pozwala na dokładne obejrzenie i sfotografowanie wyspy z góry bez naruszania jej ekosystemu.
2. Wycieczki łodzią i rejsy
Możesz wykupić wycieczkę szybką łodzią hybrydową (RIB) lub statkiem wycieczkowym z portu na wyspie Heimaey.
• Łodzie podpływają w okolice Surtsey, zachowując bezpieczny i legalny dystans od brzegu.
• Z pokładu można podziwiać strome klify, formacje lawowe oraz kolonie ptaków morskich
Dobra, jak już wiemy, że jednak da się sobaczyć wyspę to zobaczmy ile to kosztuje?
Wycieczki i rejsy w pobliże Surtsey (stan na 2026 rok):
• Standardowy rejs statkiem wokół archipelagu Vestmannaeyjar: Najtańsza opcja na wodzie. Ceny rejsów u operatorów takich jak Ribsafari zaczynają się od około 380–500 zł za osobę (ok. 95–124 USD) za 1,5 do 2 godzin pływania.
• Szybkie łodzie hybrydowe (RIB Safari): Bardziej ekscytująca i szybsza opcja pozwalająca dopłynąć bliżej skalistych wysepek. Koszt dłuższego rejsu (około 2-godzinnego) to około 800–850 zł za osobę dorosłą (ok. 27 500 ISK).
• Loty widokowe nad Surtsey: Prywatne lub współdzielone loty małym samolotem z Reykjavíku lub z lotniska na Heimaey to najdroższa atrakcja. Ceny jednodniowych wycieczek łączących przelot i zwiedzanie zaczynają się od około 1100–1300 zł (ok. 250–300 EUR) za osobę.
***
Jest 14 lipca 2024 r. Pusta droga na południowy brzeg czarnego, islandzkiego wybrzeża. Zabieram autostopowicza z Francji. Wybiera się na wyspę Heimaey z Landeyjahöfn. Mówi, że jest szansa na maskonury.
Zostawiam go przy porcie i patrzę na Heimaey. Morze jest dziś niezwykle wzburzone, a dzień chwilowo, jak to na Islandii, ponury. Póki co nic nie płynie w stronę wyspy, a ja nie mam ambicji by dziś tam być. Moim celem jest lodowiec Vatnajökull, a na wybrzeże skręciłem tylko po to by rzucić okiem na wyspy no i podwieźć tego autostopowicza.
Próbuję za pomocą teleobiektywu „sięgnąć” Surtsey. Z punktu gdzie stoję jest tylko 35 km w linii prostej. By dostrzec wyspę powinienem patrzeć na prawą stronę wyspy Heimaey i tam powinna mi się ukazać Surtsey. Niestety, nic takiego się nie dzieje. Z punktu w którym się znajduję, skalista Heimaey przysłania Surtsey. Niedostępna wyspa schowała się za starszą koleżankę, bo czeka na znacznie poważniejsze potraktowanie –pomyślałem odwracając się z krótką refleksją: jeszcze tu wrócę, bo Surtsey czeka na moje odkrycie.
Z podróżniczym pozdrowieniem. Sebastian z chasingunesco (tekst powstał podczas niezapowiedzianego, przymusowego wolnego czasu spędzonego w pozycji horyzontalnej)
1.W tekście, profilaktycznie pojawiają się takie zwroty jak: „prawdopodobnie”, „teoretycznie” „hipotetycznie” – zgodnie z zasadą: nigdy nie mów nigdy!
2.W tekście brak jest zdjęć, bo przecież wiadomo dlaczego? – brakuje mi czasu. Sukcesywnie postaram się uzupełnić tekst niezwłocznie po wykonaniu jakiejkolwiek fotografii z opisanych miejsc. Czego sobie i Wam życzę.







