Mój dziadek był specyficznym podróżnikiem. Nazywał się Wincenty. Przez kilkadziesiąt pierwszych lat życia nigdzie nie ruszał się z rodzinnej, kieleckiej wsi. Za to kolejne państwa „przychodziły” do niego

Wicek urodził się w 1912 roku w Gnojnie, które należało w owym czasie do carskiej Rosji.  We wrześniu 1914 roku obok dziadka chałupy przeszły marzenia o wolnej Polsce. To szedł Józef Piłsudski ze swoją Pierwszą Kompanią Kadrową. Przyszły Marszałek zapuścił się z legionami w kieleckie piachy. Dziadek miał jakieś 2,5 roku i na 100% tego nie pamiętał. Zresztą, niewielu jego sąsiadów interesował Piłsudski.  Dlatego mieszkańcy kielecczyzny w oddali usłyszeli pieśń zrezygnowanych wojaków:

„Nie trzeba nam od was uznania

Ni waszych mów, ni waszych łez

Skończyły się dni kołatania

Do waszych serc…jeb…was pies!”

W maju 1915 roku do dziadka „przyszła” monarchia Austrio- Węgierska, która „rozgościła się” na kilka lat, aż do abdykacji Karola I Habsburga.  Gdy dziadek miał sześć lat nastała wreszcie wolna, po 123 latach Polska. W II Rzeczpospolitej Wicek żył kolejne 21 lat, żeniąc się w międzyczasie ze Stanisławą z Sędziejowic – moja babcią. 

Gdy dziadek miał 27 lat „przyszła do niego” III Rzesza Niemiecka. W wieku 33 lat „odwiedził” go  potężny Związek Radziecki. Tym samym, do 1945 roku dziadka Wincentego odwiedziło pięć organizmów państwowych. A Wicek, który nigdy nie miał paszportu i nigdzie się nie ruszał, znów mieszkał w Rzeczpospolitej Polskiej.

Gdzieś tak w okolicach 1946 roku wsiadł do pociągu i pojechał jakieś 350 km na zachód. Najpierw sam, by „obadać okolicę”, by następnie wrócić w kieleckie i zabrać Stanisławę wraz z czwórką dzieciaków. Osiadł na Ziemiach Odzyskanych, w połowie drogi pomiędzy Legnicą a Środą Śląską,  w małej wsi Usza. Tam w 1947 roku urodził się mój ojciec Stanisław – najmłodszy z piątki dzieci. Wincenty ze Stanisławą przeprowadził się na chwilę do Jaroszowa pod Strzegom. Tam zastała go Polska Rzeczpospolita Ludowa.

Wkrótce dziadek powrócił do maleńkiej Uszy. W 1989 roku, gdy miał 77 lat,  powstała Rzeczpospolita Polska. Mieszkał w tej już prawie wolnej Polsce całe trzy lata i umarł. 

Za życia dziadka Wicka odwiedziło go siedem państw. Dziadek raczej nigdy nie myślał o podróżach, no może tylko raz, o tej na Ziemie Wyzyskane. Myślę, że był to dla niego nie lada wyczyn.

Mój ojciec, Stanisław miał mniej szczęścia do podróży niż jego ojciec Wicek. Naszły go trzy ustroje, ale też odwiedził (z własnej woli) dwa obce kraje. Urodził się w 1947 roku w Rzeczpospolitej Polskiej, przeżył PRL , był na wycieczce w Czechosłowacji i w NRD. Żył dziesięć lat w wolnej Polsce.  Umarł w 1999 roku niespełna miesiąc po tym jak zrobił mi wielką niespodziankę: odebrał mnie z dworca kolejowego w Legnicy. Miałem wtedy 24 lata i wracałem z kolejnej podróży autostopem. Mój licznik państw które odwiedziłem z własnej woli wskazywał 13 krajów. Trzy z nich już nie istniały: NRD, CSRS i ZSRR.


Pamięci dziadka Wicka w 110 rocznicę jego urodzin. 1 kwietnia 2022r.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here