Czeskie Vlaky, czyli tata z córką w podróży pociągami wokół Sudetów.

Startujemy. Wrocław Dworzec Główny.

     Dworzec Główny Wrocław perełka neogotyku angielskiego, dziś powód do dumy. A dziś: ponad dwa miliony pasażerów rocznie (tyle co lotnisko). Pięknie odnowiony budynek i teren wokół dworca. Klimatyczne hale dworca, pięknie zrekonstruowane stare kasy biletowe i ten sam zielony neon nad nimi. Książki do podróży w holu głównym,  tablice: departures, arrivals, taśmociągi na bagaż przy wyjściu na perony, róża wiatrów- kierunków z odległościami podanymi w kilometrach do wybranych miast. Jest ! - Kłodzko 94 km - Tu jedziemy.  Lenka jest podekscytowana.

Już na trasie

Dzień pierwszy. Ruszamy! W głowie nucę sobie: "od Wrocławia do Kudowy zaiwania osobowy" - starą "harcerską" balladę. I tak mija nam płaska trasa w kierunku Strzelina. Gdzieś na horyzoncie widać "nasze górki" Ślężę i Radunię. Gapiąc się w szybę mijamy kolejne stacyjki.
"Z życia PKP lekcja pierwsza: Obywatelu! Każda legytymacja, nawet pierwszoklasisty, który jeszcze może nie potrafi pisać, albo dopiero uczy się trudnej sztuki pisania, powinna być podpisana! Jeśli nie jest podpisana jest nieważna! I bez dyskusji, bo jest niepodpisana!" No i Lenka się zestresowała. Jak podpisać ładnie legitymacje w wibrującym pociągu? Może najpierw poćwiczymy podpis? Jedno jest pewne: legitymację musimy podpisać przed następną kontrolą! A jak się nie uda to powiemy, że jest podpisana niewidzialnym atramentem!

Kamieniec Ząbkowicki, przesiadka.

"Z życia PKP lekcja druga: jeśli wydaje ci się że wywalisz kopyta na stacji A i dojedziesz w tej pozycji do stacji B to jesteś w błędzie. W Strzelinie musisz użyć kopyt do przesiadki w autobus. Nazywa się to Autobusowa Komunikacja Zastępcza (AKZ) i buja po kocich łbach do Kamieńca Ząbkowickiego". Po nieco trzydziestu minutach przesiadamy się na autobus, który teraz będzie udawał pociąg. I jedziemy tym przebranym pociągiem przez Henryków, Ziębice do miasteczka Marianny Orańskiej.
Jesteśmy w Kamieńcu Ząbkowickm. Wysokość 265 m n.p.m. Co oznacza, że wspięliśmy się już ok. 150 m. Znów wsiadamy w EN 57 -jakiś nowszy i w barwach regionu. Teraz w góry!

Kłodzko, gotycki most na Młynówce.

Kłodzko (łac. Glacium, Glacensis urbs, Glocium, niem. Glatz, czes. Kladsko). To miasto ma potencjał.

Punktualnie przed jedenastą wita nas tablica Kłodzko Miasto. Dla ciekawskich Kłodzko Wieś nie występuje, ale jest Kłodzko Główne. Mamy trzy i pół godziny zaplanowanego czasu do następnego pociągu. Przez gotycki most na Młynówce (ech, prawie jak Praga) wchodzimy na urokliwą starówkę. Tu mamy czas na kawę i hot-doga. Następnie idziemy na twierdzę. Mamy do wyboru kilka wariantów zwiedzania: Podziemna Trasę, Twierdzę, Podziemną Trasę wraz z Twierdzą. Po małej naradzie (musieliśmy wyjść z kolejki, bo się mała kobieta nie mogła zdecydować) wybieramy Podziemną Trasę. Szlakiem minerów i muszkieterów, w kilkudziesięcioosobowej grupie z przewodnikiem.

Znak, że Czechy już blisko.

Po godzinie wylazłem z tych szczurzych dziur, zerkając z radością na słońce i prostując plecy. Zjedlibyśmy coś Tato, głodna jestem - no to była kwestia, której wygłoszenie przez Lenkę mogłem się już spodziewać. Wiesz co? - to dobry pomysł. Przed wejściem do twierdzy widziałem starego Opata. Mrugał do mnie okiem wyraźnie dając do zrozumienia, że zaprasza. W końcu Opat wiedział co robi, jestem na wakacjach i to bez samochodu!!!

Kudowa Zdrój, Park Zdrojowy.

Kudowa Zdrój (niem. Bad Kudowa, czes. Lázně Kudova lub Lázně Chudoba).

Jest! Ale model. Prawie jak TGV. Wygląda jak formuła, ale trasę z Kłodzka do Kudowy Zdrój pokonuje w tempie furmanki. Ale dobrze, że jedzie, bo był czas, iż trasa zamarła na klika lat. A to przecież piękna trasa z wiaduktami i tunelami. Z okien widać Góry Bystrzyckie i Orlickie. Linia ociera się także o Góry Stołowe. 
 Kudowa. Ruszamy pieszo do Parku Zdrojowego. Musimy napić się tej słynnej wody. Po półgodzinnym spacerku, uzbrojeni w kubki raczymy się fragmentem tablicy Mendelejewa (szczawami, antidotum na wszelkie boleści) ze źródeł "Jędrzej Śniadecki", "Leon Marchlewski" i "Stanisław Moniuszko".

Nachod, Masarykovo Namesti.

Náchod (niem. Nachod). Nazwa ma pochodzić od tego, że przez Nachod "chodzi się" - czes. "chodí" do Kłodzka i Polski. W 1938 Niemcy "chodi" w drugą stronę i do roku 1945  można było z Nachodu tylko "marschiren" do Niemiec.

Meldujemy się w samym centrum urokliwego miasteczka, w hotelu u Beranka na Masarykovo Namesti. Ten secesyjny budynek z ładnym i przestronnym wnętrzem to także Městské Divadlo. Stąd mamy do pokonania niewielką odległość, by zacząć popołudniową wspinaczkę na górujące nad miastem wzgórze zamkowe. Jest po osiemnastej, a na górze i wokół budowli pusto i cicho. W fosie smacznie śpi para niedźwiedzi: Dasza i Ludwik - atrakcje zamkowego wzgórza. Postanawiamy obejść zamek wokół i gdy wracamy miśki wstają i zabierają się do kolacji. Czas i na nas. To był długi dzień!

Dzień drugi. O poranku mamy jeszcze czas na kilka zdjęć przy atrakcjach Nachodu (m.in. trzynastowieczny kościół św. Wawrzyńca, Nowy Ratusz, pręgierz, fontanna i kolumna morowa) oraz wizytę na pobliskim bazarku. Świeże ciastka i rogaliki z pysznym nadzieniem będą w sam raz na dzisiejszą, dalszą kolejową eskapadę.

Adrszpaskie Skały

Adršpach (pol. Adrszpach) (niem. Adersbach).
Skały Adrszpasko-Cieplickie (czes. Adršpašsko-Teplickié Skály) to fragment czeskiego odcinka Gór Stołowych.

Wjeżdżajmy w górki. Ale nie są to takie zwykłe górki. To fantastyczne formacje skalne powstałe dzięki erozji. I tak natura stworzyła to miejsce. Cztery kilometry trasy. Strumyki, kładki, mostki, schody, skałki, labirynty. Głowa Cukru, Dzban, Starosta i Starościna, Kochankowie, Słoniowy Rynek, Wielki Wodospad, Ząb, Echo czy punkt widokowy "Wielka Panorama" to tylko wybrane atrakcje. Ponad stumetrowe skalne baszty i kilkumetrowe - idealne do wspinaczki. A na koniec: beztroskie pływanie kajakiem po starej piaskowni w rytmach świeżo zakupionych organek. Zgadnijcie kto wiosłował?

Trutnovskie arkady

Trutnov (niem. Trautenau).  W 1866 podczas wojny siedmiodniowej Austriacy pokonali tu Prusaków. I było to ich jedyne zwycięstwo w przegranej wojnie.

Dawno temu rycerz Trut załatwił w puszczy smoka na amen, bo nękał ludzi i zionął ogniem (prawie jak Kraków). I tak u podnóża wysokich gór powstało miasto Trutnov, w którego herbie jest dziś smok. Zresztą smoki w Trutnovie są do dziś.
 Jesteśmy oczywiście na stacji kolejowej, skąd przez kamienny most na rzece Upa idziemy do hotelu Krakonos. Po zameldowaniu ruszmy ulicą Horską na wyłożone zabytkowym brukiem Krakonošovo náměstí. Tu spotykamy smoka, wisi głową w dół na ścianie Starego Ratusza. Ale jest też cysorz Józef II, jedenastometrowa kolumna morowa i fontanna Karkonosza z figurą Ducha Gór.

Dvůr Králové, náměstí T. Masaryka

Dzień trzeci. Dvůr Králové nad Labem  (niem. Königinhof an der Elbe, pol. Dwór Królowej nad Łabą).

Stacja w Dvůr Kralove leży kilka kilometrów od centrum miasta gdzie mamy nocleg. Zatem trasę pokonujemy busem. Po małym rekonesansie meldujemy się w samym centrum (náměstí T. Masaryka) tego sympatycznego miasteczka. Jest tu Stary Ratusz z zegarem, Kolumna Maryjna, kamieniczki z arkadami i fontanna z posągiem Záboja. Ale najważniejsze jest po drugiej stronie Łaby: kawałek Afryki w Czechach! Safari już na nas czeka. Szybko tam pędzimy.

Jiczin. Widok z Valdickiej brany

Dzień czwarty. Jičín (pol. Jiczyn, niem. Jitschin lub Gitschin). Miasto w pobliżu jaskini w Rzaholeckim Lesie.

Jesteśmy w mieście rozbójnika Rumcajsa, jego żony Hanki i ich synka Cypiska. Na początek odwiedzamy bajkową rodzinkę w chatce - muzeum. Potem włazimy na Valdická brana (wieżę), skąd pięknie widać rynek i całą okolicę gdzie grasował rozbójnik ze śmiesznym pistoletem i w gustownej czapce. Trzeba przyznać mu rację co do wyboru lokalizacji, bowiem zacna to kraina. Cesarz Pan, wójt Fistuła i olbrzym Rzezimieszek też musieli dobrze się tu czuć. Schodzimy z wieży i idziemy na zamek Valdštejnów. Robimy kilka rundek pod arkadami kamienic okalających centralny plac miasta, który też nosi nazwę Valdštejna. W końcu odpoczywamy na placu zabaw, by następnie posmakować czeskiej kuchni w jednej z licznych restauracji w rynku.

Na trasie "zębatki" Abta

Dzień piąty. Tanvald (niem. Tannwald). Początek linii kolejowej zwanej "zębatką" (czes. kořenovská Zubačka lub Polubenka).

Linia kolejowa z Tanvaldu do Harrachova to trasa biegnąca m.in przez pięć tuneli, z których najdłuższy liczy 940 m. Na siedmiokilometrowym odcinku Tanvald - Kořenov do dziś zachowały się fragmenty linii tzw. zębatki Abta o łącznej długości ok. 4,5 km. Na tej trasie pociąg pokonuje wysokość 235 metrów przy maksymalnym nachyleniu aż 58 promili - to najwięcej w Czechach. Dalej, z położonego na wys. 701 m n.p.m. dworca w Kořenovie, linia biegnie długim łukiem w kształcie podkowy. Pokonuje most zawieszony 26 metrów nad rzeką Izerą by przejść z Gór Izerskich w Karkonosze tzw. "Udoli nadeje" (Doliną nadziei). Przyjechaliśmy ten piękny odcinek docierając do Harrachov-Mýtiny (740 m n.p.m). To ostatnia na tej trasie stacja kolejowa w Czechach, która od 1945 do 1958 roku nosiła nazwę Tkacze i należała do Polski. Tu przesiedliśmy się na pociąg jadący przez Jakuszyce (886 m n.p.m.) - najwyżej położoną stację kolejową w Polsce, by "zjechać" do Szklarskiej Poręby Górnej skąd wsiedliśmy w pociąg do Wrocławia.

Podsumowanie. Przez pięć dni przejechaliśmy czternastoma pociągami ponad 600 km. Odwiedziliśmy siedem miejscowości: Kłodzko, Kudowę Zdrój, Nachod, Adrspach, Trutnov, Dvur Kralove i Jivcin odkrywając mnóstwo atrakcji. Zaliczyliśmy przejażdżkę najładniejszą trasę kolejową Czech z Tanvaldu do Harrachova. Smakowaliśmy, popijaliśmy i bawiliśmy się świetnie! (Sebastian i Lenka Mierzwa 2016 r.)

Czeskie Vlaky, nasza kolejowa trasa.
Informacja o prawach autorskich: Wszystkie zdjęcia na tej stronie są chronione prawem autorskim. Nie mogą być kopiowane, drukowane, powielane, modyfikowane lub wykorzystane w inny sposób bez wyraźnej zgody właściciela praw autorskich. Copyright by S. Mierzwa 2010-2017